Japonia, Religia, Tokio, Zwyczaje Anna Jassem Japonia, Religia, Tokio, Zwyczaje Anna Jassem

Przetrwaliśmy japońskie lato!

Nikt o zdrowych zmysłach nie decyduje się na lato w Tokio – słyszeliśmy na długo przed naszym przyjazdem do Japonii. Znakomita większość naszych zagranicznych znajomych na dwa wakacyjne miesiące wraca do Europy. Sami tokijczycy wytchnienia szukają w chłodniejszych górskich rejonach albo na północnej wyspie Hokkaido, choć mało kto pozwala sobie na urlop dłuższy niż tydzień. My w tym roku zostajemy w Tokio, w oczekiwaniu zapowiadanej na początek sierpnia córeczki. Do Polski wysyłamy jedynie Ignasia, który na skypie torturuje nas opowieściami o twarogu i porzeczkach.

29210739811_0c70abe746_z.jpg

Nikt o zdrowych zmysłach nie decyduje się na lato w Tokio – słyszeliśmy na długo przed naszym przyjazdem do Japonii. Znakomita większość naszych zagranicznych znajomych na dwa wakacyjne miesiące wraca do Europy. Sami tokijczycy wytchnienia szukają w chłodniejszych górskich rejonach albo na północnej wyspie Hokkaido, choć mało kto pozwala sobie na urlop dłuższy niż tydzień. My w tym roku zostajemy w Tokio, w oczekiwaniu zapowiadanej na początek sierpnia córeczki. Do Polski wysyłamy jedynie Ignasia, który na skypie torturuje nas opowieściami o twarogu i porzeczkach.

Po japońskim lecie spodziewamy się najgorszego, a udaje nam się odkryć nieco inne, bardziej „dzikie” oblicze tego kraju.

36608860185_de0b21a65e_z-1.jpg

Dopiero latem okazuje się, że Japonia to jednak Azja. Aseptyczne Tokio nagle pokazuje swoją mniej ulizaną naturę. W połowie lipca całkiem przyjemna i klimatyczna mżawka charakterystyczna dla pory deszczowej ustępuje miejsca prawdziwej łaźni parowej. Wystarczy uchylić drzwi klimatyzowanego wnętrza, a zderza się człowiek ze ścianą obezwładniającego gorąca i wilgoci – coś jakby zarzucić sobie na głowę mokrą, parzącą kołdrę. Na nic kilkakrotne w ciągu dnia prysznice, na nic parasolki przeciwsłoneczne, na nic ręczniczki do ocierania twarzy, bez których żaden Japończyk nie ruszy się latem z domu. Gorąc jest do tego stopnia nieznośny, że Japończycy mają nawet specjalne określenie na będące jego skutkiem „letnie zmęczenie” (natsubate).

Do tego dochodzi dzika letnia fauna. Nawet w centrum miasta bezlitośnie tną komary, po chodnikach i tarasach spacerują karaluchy wielkości pudełka od zapałek, a w przydomowym parku grasują całkiem pokaźne (choć podobno niejadowite) węże. Nic jednak nie przebije wrzasku cykad, które właśnie latem - po wielu (czasem aż 17!) latach pod ziemią w postaci larwalnej – budzą się do zaledwie kilkutygodniowego, dorosłego życia. Japońskie cykady to prawdziwe giganty (według chłopców, przypominają Kylo Rena z „Gwiezdnych Wojen”), a zarazem najgłośniejsze owady świata. Ich ogłuszający śpiew godowy przekracza podobno 100 decybeli, co odpowiada dźwiękowi młota pneumatycznego (oraz trelom naszej domowej krzykaczki).

Podobnie jak przyroda, również sami Japończycy zdają się latem bardziej żywiołowi. Po pracy zgrzebne biurowe uniformy zastępują kolorowymi yukatami (letnia wersja kimoną) i drewnianymi sandałami getta i ruszają na jedną z niezliczonych letnich imprez.

35813195512_be927645db_z.jpg

To właśnie latem (a nie z okazji Nowego Roku) organizowane są gigantyczne pokazy sztucznych ogni, zwanych hanabi. Hanabi to po japońsku „ogniste kwiaty” i faktycznie większość z nich ma kulisty kształt przywodzący na myśl pąki kwiatów.

34794388061_2043395143_z.jpg

W każdej dzielnicy odbywają się też większe lub mniejsze festyny, zwane matsuri. Każda okazja do świętowania jest dobra – a to ku czci lokalnego bóstwa, a to w modlitwie o dobre plony, a to dla uczczenia duchów przodków. Choć matsuri często mają genezę religijną, większość jest po prostu okazją do dobrej – czasem wręcz szalonej - zabawy.

I tak chramy organizują barwne procesje, w trakcie których figury lokalnych bóstw obnoszone są przez mieszkańców dzielnicy w przenośnych ołtarzach mikoshi. Czyli coś na kształt naszego Bożego Ciała, z tym że ciężkie mikoshi podrzucane są rytmicznie w górę i w dół, czasem z dodatkowym obciążeniem w postaci tancerzy, a wszystko odbywa się przy akompaniamencie transowej muzyki i gromkich okrzyków tłumu.

35594720080_52a428fc25_z.jpg
34522390181_c0b54e8512_z.jpg

Z kolei w trakcie święta Obon (japońskiego odpowiednika Wszystkich Świętych) bardzo popularne są żywiołowe tańce odori. Zgodnie z japońskimi wierzeniami, to czas, kiedy dusze zmarłych wracają na ziemię, a zbiorowe pląsy pomagają w ich godnym przyjęciu. Nas najbardziej ujmuje inkluzywny charakter tych imprez. Tańczą wszyscy – od maluchów po seniorów, od debiutantów w jeansach i trampkach po zaprawionych tancerzy w pięknych tradycyjnych strojach.

29181063932_17b1c1558b_z-1.jpg
35338433802_2a73c9e47e_z.jpg

Nieodzownym elementem letnich imprez są uliczne stoiska z jedzeniem. Mimo upału, festiwalowe rarytasy to przede wszystkim smażenina (yaki): szaszłyki z kurczaka (yaki-tori), smażony makaron z dodatkami (yaki-soba), klopsy z ośmiornicy (tako-yaki), grube naleśniki z kapustą (okonomi-yaki) czy ukochane przez Jaśka grillowane kalmary (ika-yaki). Na deser – obowiązkowo kakigori, czyli kopiec kruszonego lodu polany przeraźliwie słodkim syropem owocowym.

35851524961_e99ee62796_z.jpg

Są też atrakcje dla dzieci (np. łowienie rybek w misce), występy bębniarzy i niezliczone kramy z lokalną cepelią.

Słowem, nie tylko przeżyliśmy japońskie lato, ale będzie to jedno z naszych milszych wspomnień z Japonii!

Read More
Japonia, Religia, Zwyczaje Anna Jassem Japonia, Religia, Zwyczaje Anna Jassem

Meri Kurisumasu!

W szintoistyczno-buddyjskiej Japonii, Boże Narodzenie (zwane tu Kurisumasu) jest świętem przede wszystkim komercyjnym i dość dalekim od chrześcijańskiego pierwowzoru. Joanna Bator uznaje japońskie kurisumasu za swego rodzaju „kompilację, która z daleka wydaje się dziwaczna, jak pizza z wodorostami i narybkiem, ale można się w niej rozsmakować”.* Zaraz po Halloween w tokijskich centrach handlowych pojawiają się choinki i kolędy, a w grudniu całe miasto rozbłyska przepięknymi świątecznymi iluminacjami.

december-blog-photos-2.jpg

W szintoistyczno-buddyjskiej Japonii, Boże Narodzenie (zwane tu Kurisumasu) jest świętem przede wszystkim komercyjnym i dość dalekim od chrześcijańskiego pierwowzoru. Joanna Bator uznaje japońskie kurisumasu za swego rodzaju „kompilację, która z daleka wydaje się dziwaczna, jak pizza z wodorostami i narybkiem, ale można się w niej rozsmakować”.* Zaraz po Halloween w tokijskich centrach handlowych pojawiają się choinki i kolędy, a w grudniu całe miasto rozbłyska przepięknymi świątecznymi iluminacjami. W większości znanych nam domów są choinki, prezenty dla maluchów, smażony kurczak (KFC bije ponoć tego dnia rekordy sprzedaży) oraz kurisumasu kēki, czyli okropnie słodki biszkopt z bitą śmietaną i truskawkami (nota bene mianem kurisumasu kēki zwykło się dawniej określać również niezamężne kobiety po 25. roku życia, przez analogię z niesprzedanymi tortami świątecznymi, których ceny drastycznie spadają po 25. grudnia). Kurisumasu najbliższe jest jednak amerykańskim walentynkom. W Japonii to bowiem przede wszystkim święto zakochanych, romantycznych kolacji przy świecach i wizyt w ekskluzywnych rabu hoteru.

My podchodzimy do sprawy bardzo (zbyt?) na luzie. W poszukiwaniu suszonych grzybów i buraków, wyprawiamy się wprawdzie (pożyczonym specjalnie z tej okazji) samochodem do hurtowni z zachodnimi towarami (jak za PRLu, wszystkie te zdobycze piętrzą się potem na balkonie), ale jakoś nikomu nie chce się ślęczeć w kuchni. W Wigilię korzystamy z pięknego słońca i do 16tej włóczymy się po parkach i placach zabaw. W konsekwencji do kolacji wigilijnej zasiadamy o 20tej, przy całych …. czterech potrawach. Dzięki wiktorowej grzybówce i pierogom z kapustą (oraz kolędom z youtube’a) tradycji choć w części staje się zadość. Po kolacji idziemy na dach, wyglądać Mikołaja, a spryciarz korzysta z naszej nieobecności, żeby zakraść się pod choinkę. W pierwszy dzień świat Jasiek ma badanie kontrolne w szpitalu – tym razem po „zaledwie” 3 godzinach czekania i pobieżnym osłuchaniu dostajemy potwierdzenie, że „daj dziobu” (czyli wszystko ok!). Kolejne wolne dni spędzamy tak, żeby sprawić radość naszym świątecznym dziczkom – są wiec parki, zoo i legoland.

Świąteczne dziczki

Świąteczne dziczki

Zoo w parku Ueno

Zoo w parku Ueno

Park Ueno

Park Ueno

december blog photos-15

december blog photos-15

Najważniejszym świętem w Japonii jest Nowy Rok (oshōgatsu), obchodzony od 31 grudnia do 3 stycznia. Ze względu na swój rodzinny i tradycyjny charakter, obchody noworoczne bardziej niż Kurisumasu przypominają nasze Boże Narodzenie. Przygotowania zaczynają się już w grudniu. Przez cały miesiąc w firmach organizowane są bonenkai, czyli suto zakrapiane imprezy na pożegnanie (dosłownie „zapomnienie”) starego roku. W domach to czas generalnych porządków. Powszechnym zwyczajem jest również wysyłanie noworocznych życzeń, które poczta zobowiązuje się dostarczyć dokładnie 1. stycznia (i my znajdujemy w skrzynce noworoczną karteczkę przygotowaną w szkole przez Ignasia). Wejścia do budynków dekoruje się m.in. bambusem i gałązkami sosnowymi (które symbolizują odpowiednio siłę i długowieczność). Mają one wskazywać drogę duchom przodków, które w okresie noworocznym zstępują na ziemię (a wracają do zaświatów wraz ze spaleniem noworocznych dekoracji 7. stycznia).

Nasza sylwestrowa domówka

Nasza sylwestrowa domówka

Sylwestra tradycyjnie spędza się w gronie rodzinnym, np. oglądając nadawany corocznie od roku 1951 konkurs muzyczny, w którym o zwycięstwo walczy ekipa biała (panowie) i czerwona (panie). O północy gongi w buddyjskich świątyniach biją nieprzerwanie 108 razy, aby uwolnić ludzi od 108 pokus, będących źródłem cierpienia. W czasie trzech pierwszych dni stycznia pulsujące normalnie Tokio zieje pustką. Pozamykane są wszystkie restauracje i sklepy. To czas, który spędza się z rodziną, zajadając (zaokrąglonymi z obu końców pałeczkami – jeden koniec dla ludzi, drugi dla bogów) przygotowane zawczasu noworoczne przysmaki (osechi ryōri). I tak, ikra śledzia ma zapewnić płodność, czarna soja – zdrowie, a pasta z kasztanów i słodkich ziemniaków - bogactwo. Potraw tych jest znacznie więcej, a ułożone w specjalnych lakowanych pudełkach wyglądają jak istne dziełka sztuki. Między pierwszym a trzecim stycznia należy również odbyć pierwszą w nowym roku wizytę w świątyni lub chramie (hatsumōde). To dobra okazja, żeby nabyć noworoczną wróżbę (o-mikuji) oraz stosowny amulet na nadchodzący rok (o-mamori), np. gwarantujący dobre wyniki w nauce, sukces w biznesie czy pomyślny przebieg ciąży. I my maszerujemy do chramu Meiji, jednak poddajemy się na widok kilkusetemetrowej kolejki wiernych.

Zaraz po Nowym Roku atmosfera zadumy i spokoju ustępuje miejsca szałowi wyprzedaży. W Alejach Omotesando - gdzie zapuszczamy się nieopatrznie 4 stycznia - przepchnięcie się z wózkiem graniczy z cudem. Stojący na specjalnych podwyższeniach sprzedawcy wykrzykują coś zapamiętale przez megafon. Przed sklepami tworzą się kolejki po fukubukuro - dosłownie „torebki pełne szczęścia”, a de facto kota w worku, bo zawartość torebki aż do zapłaty pozostaje tajemnicą.

* Joanna Bator, Rekin z parku Yoyogi, W.A.B. 2014, s. 126.

Read More