Tokijska "Mała Polska"

Po 10 wspólnych latach w brukselskim tyglu kulturowym uświadomiliśmy sobie, że znakomitą większość naszych znajomych stanowią pracujący w instytucjach europejskich Polacy, najczęściej posiadacze dwójki dzieci. Polką była nasza pani sprzątająca, z Polski sprowadzaliśmy meble, książki i papierową „Politykę”, a w polskich sklepach zaopatrywaliśmy się regularnie w twaróg, jabłka i pigwówkę.

IMG_20160609_145430.jpg

Po 10 wspólnych latach w brukselskim tyglu kulturowym uświadomiliśmy sobie, że znakomitą większość naszych znajomych stanowią pracujący w instytucjach europejskich Polacy, najczęściej posiadacze dwójki dzieci. Polką była nasza pani sprzątająca, z Polski sprowadzaliśmy meble, książki i papierową „Politykę”, a w polskich sklepach zaopatrywaliśmy się regularnie w twaróg, jabłka i pigwówkę.

Wszystko miało się zmienić w Tokio. Będziemy zgłębiać inne kultury (z japońską na czele) i nawiązywać przyjaźnie z przedstawicielami wszystkich nacji, ras i wyznań! Początki faktycznie zapowiadały się nieźle. Na kursie kuchni indyjskiej poznaję dwójkę Amerykanów, Australijkę, Serba i kilka Japonek. W Ignasiowej szkole dominują mali Francuzi i Japończycy w proporcji (na oko) 40:60%. W naszej „międzynarodowej” dzielnicy (Hiroo) japoński miesza się z angielskim i francuskim, ale polskiego (dotąd) nie uświadczyliśmy.

Jednak obywatelski obowiązek wzywa. Udajemy się więc karnie do polskiej ambasady oddać głos w wyborach parlamentarnych. Tam dowiadujemy się, że w Tokio funkcjonują dwie (!) sobotnie szkoły polonijne. Ano tak, mimo że tokijska polonia liczy raptem 350 osób (w całej Japonii jest niewiele ponad 1300 Polaków), już zdążyło dojść do schizmy... Na samodzielną lekturę „Pana Tadeusza” pewnie jeszcze trochę poczekamy, ale już po drugich zajęciach nasze dziecko zadziwia nas zwrotami typu „poproszę” i „słucham?” zamiast dotychczasowych „daj” i „coooo?”.

12063786_10154394555900961_6374402292686345867_n

Przez szkołę polonijną zostaję zwerbowana do jurorowania w konkursie języka polskiego, organizowanym co roku przez ambasadę RP. Tam z kolei poznaję dziewczyny z jednego z dwóch (a jakże!) portali polonijnych. Natychmiast zgłaszam się na ochotnika, zwłaszcza że jest o czym pisać, bo polskich imprez kulturalnych jest w Tokio od liku. Mam okazję rozmawiać m.in. ze światowej sławy polską śpiewaczką operową, Iwoną Sobotką oraz z fenomenalnymi muzykami elektronicznymi z wytworni U Know Me Records.

artofpoetry_20160527-7
DSC_0332~2

Oprócz garstki Polaków, jest też w Tokio nieliczna, acz prężna, grupa polonofilów. Na Tokijskim Uniwersytecie Studiów Międzynarodowych (TUFS) co roku naukę naszego języka rozpoczyna około 15 studentów. Skąd taki egzotyczny pomysł? Jedna ze studentek - pod wpływem mangi „Ten no Hate Made” („Aż do nieba”), opowiadającej o życiu księcia Józefa Poniatowskiego - zafascynowała się na przykład polską historią. Innych oczarowała polska literatura, film, teatr.

thumb_IMG_20160606_122703_1024
thumb_IMG_20160606_124553_1024

Trafiają się nawet miłośnicy polskiej kuchni. Poznajemy m.in. japońską pisarkę Mihoe Sano, która organizuje cykliczne polskie imprezy kulinarne. Sama mam okazje udzielić lekcji kuchni polskiej grupie dziesięciorga Japończyków. Robimy barszcz … ukraiński (polską specyfiką jest podobno dodatek białej fasoli), a na drugie: kaszę gryczaną (której, o dziwo, kursanci nigdy wcześniej nie jedli, choć to z mąki gryczanej produkowany jest popularny makaron soba), surówkę z kapusty kiszonej i sos z suszonych prawdziwków. Kolejne lekcje zaplanowane są na wrzesień i grudzień.

Z adeptami polskiej kuchni

Z adeptami polskiej kuchni

Czyżby po raz kolejny „ucieczka od polskości” okazała się niemożliwa?

Read More
Akcenty polskie w Japonii, Japonia Anna Jassem Akcenty polskie w Japonii, Japonia Anna Jassem

Chopin w Japonii

Na pytanie, skąd jesteśmy, zwykle odpowiadamy, że jesteśmy Polakami od kilkunastu lat mieszkającymi w Belgii. Japonia jest bodaj pierwszym krajem, w którym więcej osób kojarzy naszą pierwszą niż drugą "ojczyznę". Najczęstsze skojarzenie to Chopin, ale spotkaliśmy i pana który chodził na kurs polskiej kuchni. W tokijskich supermarketach z importowanymi produktami można dostać polską szynkę, sezamki i żubrówkę. W kilku sklepach widzieliśmy ceramikę z Bolesławca, a w większości anglojęzycznych księgarni dostępne są nasze ukochane „Mapy” Mizielińskich.

thumb_DSCF1203_1024.jpg

Na pytanie, skąd jesteśmy, zwykle odpowiadamy, że jesteśmy Polakami od kilkunastu lat mieszkającymi w Belgii. Japonia jest bodaj pierwszym krajem, w którym więcej osób kojarzy naszą pierwszą niż drugą "ojczyznę". Najczęstsze skojarzenie to Chopin, ale spotkaliśmy i pana który chodził na kurs polskiej kuchni. W tokijskich supermarketach z importowanymi produktami można dostać polską szynkę, sezamki i żubrówkę. W kilku sklepach widzieliśmy ceramikę z Bolesławca, a w większości anglojęzycznych księgarni dostępne są nasze ukochane „Mapy” Mizielińskich.

Raz w roku zdarza się natomiast okazja, by posłuchać, jak Japończycy radzą sobie z językiem polskim. Od ponad 20 lat w Ambasadzie RP w Tokio odbywają się bowiem konkursy krasomówcze języka polskiego. W tegorocznej edycji (w której miałam okazję być jurorką) startowało dziesięciu uczestników, głównie studentów (jedynej w kraju) polonistyki na Tokijskim Uniwersytecie Studiów Międzynarodowych (TUFS), ale trafił się i 69-letni pasjonat, który polskiego uczy się na kursach weekendowych.

Treść wystąpień była niezwykle zróżnicowana: podczas gdy panie poruszały głównie poważniejsze tematy (pożytki z edukacji; zainteresowania i pasje), panowie celowali w tematyce humorystycznej (doświadczenia z polską kuchnią czy serwisami randkowymi). Co ciekawe, aż trzech uczestników wspominało o holocauście (m.in. w kontekście filmu "Persona non grata”, opowiadającego historię japońskiego konsula na Litwie, Chiune Sugihary, który wystawiając fałszywe wizy, ocalił tysiące litewskich i polskich Żydów). Mnie najbardziej ujął zdobywca trzeciego miejsca swoim iście arystotelejskim wywodem o cechach ludzkiego charakteru.

Poland

Poland

Co skłania Japończyków do nauki polskiego? Jedną z uczestniczek zainspirowała postać Polski (sympatycznego chłopaka o dziewczęcych rysach i przekornym charakterze) z komiksu „Axis Powers Hetalia”, w zabawny sposób przedstawiającego dzieje świata. Z kolei 69-letni amator kajakarstwa wspomina, że „pewnego dnia [znalazł] ulotkę o spływach kajakowych w Polsce, na rzece Biebrzy. Woda w rzece na zdjęciu jest czysta i spokojna. Rośliny wodne pływają delikatnie, w kajakach ładne kobiety uśmiechają się wesoło… Myślałem, że to idealne miejsce dla starszego kajakarza!”.

Poziom większości wystąpień był imponujący, zwłaszcza zważywszy, że nikt z uczestników nie uczył się polskiego dłużej niż 4 lata. Osoby dopiero zaczynające przygodę z polskim nieco gorzej radziły sobie ze zrozumieniem pytań jurorów oraz z wymową. Podczas gdy w japońskim w zasadzie nie ma głosek, które byłyby trudne do wymowy dla Polaka, w drugą stronę sprawa jest bardziej skomplikowana. Japończycy (poza n) nie znają samodzielnych spółgłosek (stąd np. dodatkowe "u" w wyrazach takich jak „przed[u]stawić” czy „s[u]tatek”). Trudności sprawiają również inne polskie dźwięki. I tak y bywa zastępowane przez i ("któri", "tituł"), l przez r ("dra") a w przez b ("niebygodny").

Atmosfera  konkursu była przesympatyczna, również dzięki dopingowi publiczności (wśród której było sporo Polaków studiujących japonistykę na TUFS). Wszyscy uczestnicy otrzymali nagrody książkowe, a laureaci trzech pierwszych miejsc dodatkowo stypendia językowe w Polsce.

Read More